Bronowice - Krakowskie Soplicowo 1935

2026-04-25

Czy wiedzieliście, że jeszcze w 1935 roku Bronowice nazywano "Krakowskim Soplicowem"? 

Właśnie tak o tej okolicy pisał w 1935 roku Kazimierz Łęczycki na łamach gazety "Słowo". Dla ówczesnych mieszkańców i artystów nie była to tylko kolejna wieś pod miastem – to była "wieś-legenda", ostoja polskości i sielskości, która przypominała mityczną krainę z Pana Tadeusza. Bielone chaty, strzechy kłaniające się wędrowcom i wszechobecny zapach kwiatów sprawiały, że czuli się tam jak w poemacie Mickiewicza. Dziś, gdy spacerujemy wśród nowoczesnych biurowców i apartamentowców, trudno uwierzyć, że zaledwie 90 lat temu to miejsce tętniło zupełnie innym, niemal epickim rytmem.

Perełka w Krakowskim Archiwum Narodowym

Ostatnio, zainspirowana lekturą archiwalnych numerów gazety "Słowo" natrafiłam na egzemplarz (nr 300) z 1935 roku, w którym znalazłam przejmujący felieton Kazimierza Łęczyckiego o Bronowicach

Spotkałam się z ciekawym opisem naszej okolicy oraz z osobliwą nazwą "krakowskie Soplicowo"

Gdzie podziały się Małe Bronowice? 

Autor tekstu odwiedził Bronowice po 14 latach przerwy. Zapamiętał je jako wieś-legendę, jako to "krakowskie Soplicowo", gdzie strzechy kłaniały się nisko, a zza kwiatów wyglądały dziewczęta jak z dramatu Wyspiańskiego.

Powrót w 1935 roku był jednak bolesnym zderzeniem z nowoczesnością. Pierwsze zaskoczenie? Asfalt. I to nie byle jaki – szeroka, dumna arteria, którą autor ironicznie nazywa "reprezentacją".

Szukał Małych Bronowic, o których informowała tabliczka, ale zamiast bielonych chat, ujrzał rzędy nowoczesnych, ceglanych domków. "Gdzie jest wieś?" – zapytał przechodnia. Usłyszał w odpowiedzi: "Przecież stąpasz pan po bronowickiej ziemi!". Okazało się, że w ciągu dekady Małe Bronowice zostały po prostu "pożarte" przez Wielki Kraków.

Wielkie Bronowice: Między strzechą a głośnikiem radiowym 

W 1935 roku Wielkie Bronowice jeszcze próbowały walczyć o swój koloryt. Tu i ówdzie bieliła się chata, jeszcze gęsi i kaczki pilnowały wiejskiego nastroju. Ale miasto już tam było. Ceglane, "brzydkie" domy stawiały swoją zwycięską stopę obok malowniczych strzech.

Łęczycki zauważa ciekawą zmianę społeczną:

  • Dawniej: Poezja, dymy ognisk i zapach późnych kwiatów.

  • W 1935 r.: Głośniki radiowe zagłuszające psy, ceny gruntów "na wagę złota" i setki nowych domów na dawnych polach kapusty.

Autor gorzko konstatuje, że współczesna mu "Jadwinia" ma tak wysoki posag, że na biednego literata nawet nie spojrzy. Małe życie długoletniego pokoju uwiło sobie gniazdko w tych nowych, ceglanych domkach.

Koniec pewnej epoki 

Kraków lat 30. pędził. Głód mieszkaniowy wygrywał z sentymentem. Łęczycki, spacerując między rzędami nowych budynków, zrozumiał, że szukanie śladów bohaterów "Wesela" nie ma już sensu. Dawne Bronowice umarły, stając się krakowskim przedmieściem. 

Ciekawostka z tekstu: Czy wiedzieliście, że w 1935 roku działka w Bronowicach kosztowała 5 000 złotych? Jak na tamte czasy, była to suma astronomiczna – prawdziwy "posag" nowoczesnej wsi. 


autor: Ewelina Dziwak

Share